Zaczyna się tak jak zwykle - nocną pobudką. Tym razem już po dwóch godzinach snu. Godzina szokuje, pojawia się zmęczenie i wątpliwości czy aura dopisze. O tej porze każde 5 minut snu jest jak długa poobiednia drzemka. Niestety nic z tego - wschód słońca jest o 4.30 a na szczycie musimy się zameldować już o o 3.30. Ruszamy, bo słońce na nas nie poczeka. Jest ciepło, nawet za bardzo, ale za to umiarkowanie wilgotno co daje nadzieję na poranną mgłę. Po 1,5-godzinnym marszu stajemy na platformie widokowej Okrąglicy (jeden ze szczytów Trzech Koron w Pieninach). 

Lekki wiatr i niewielka mgła w dolinach. Mimo że oczy przywykły do morza mgły jako obowiązkowego elementu pienińskiego krajobrazu, jest naprawdę ładnie. Inaczej niż zwykle. To pozwala nie nudzić się i prowokuje do szukania nowych kadrów.  Światło nie do końca dopisuje. Na wschodzie zawisły chmury, które skutecznie uniemożliwiają dotarcie promieni słonecznych do pienieńskich dolin.  Co z tego wszystkiego wyszło? Zobaczcie poniżej sami.