Jest takie miejsce w słowackim Szaryszu, które lubię. Pola uprawne po horyzont, w dolinach kilka miejscowości, przy drogach krzyże i kapliczki. Z uwagi na wielkie gospodarstwa rolne, krajobraz jest zupełnie inny niż po drugiej, polskiej stronie granicy.

Krajobrazów rodem z Moraw czy Toskanii próżno tam szukać. Mimo wszystko północny Szarysz ma swój urok. Przyjemnie jest zatrzymać się tam w drodze do domu...