Cisza poranka, początkowo dosyć gęsta mgła, półmrok mieszający się delikatnie ze światłem na horyzoncie. Przyjemny, delikatny chłód sierpniowego brzasku. Jesteśmy na Pogórzu Przemyskim. Szukam ciekawych miejsc, elementów krajobrazu wartych naciśnięcia spustu migawki. Tak znalazłam się w środku zlotu strachów. Taka magia poranka, w innym niż zwykle wydaniu. Czasem wschody słońca przynoszą ciekawe odkrycia. Tak było w tym przypadku.

Krótka wizyta na rzeszowskim cmentarzu i poszukiwania emocji zaklętych w kamieniu, metalu i drewnie. Z pewnością Stary Cmentarz w Rzeszowie to jedno z tych miejsc w stolicy Podkarpacia, które warto odwiedzić. Miejsce mające swoją historię i duszę. 

Spakowałam Zenita z moim ulubionym obiektywem oraz założoną już wcześniej rolką Ilford 400 i mogłam ruszyć w długą podróż polską koleją. Celem był Toruń i festiwal fotografii przyrodniczej. Po 11 godzinach drogi w warunkach, o których moznaby długo pisać, powatarzając powszechnie znane fakty, udało sie dotrzeć do celu. 

Rozwój umiejętności fotograficznych - zwłaszcza widzenia świata wymaga kilku, pozornie banalnych rzeczy:  ciągłej praktyki, otwartości na krytykę i nieustannych poszukiwań. Każda kreatywna dziedzina ludzkiej aktywności wymaga inspiracji. Przy milionach zdjęć, mniej lub bardziej kolorowych, codziennie publikowanych w sieci, trudno jest odnaleźć i zatrzymać się przy czymś naprawdę wyjątkowym. Jeśli nie Internet to może albumy? 

Pogoda za oknem przypomina bardziej przedzimie lub przedwiośnie. Pory roku, które lubię za swoją nieprzewidywalność, ale.... /ale musi być zawsze/ .... ale nie w styczniu. Wróćmy zatem na chwilę myślami do października 2013 roku. 9 dni w górach centralnej Słowacji, od Fatry po Góry Strażowskie. Przyznacie... to był całkiem przyjemny początek października.

Jeśli masz ochotę zobaczyć "na żywo" kawałek mojego fotograficznego świata to zapraszam 7 grudnia do Torunia. Będę jednym z gości Międzynarodowego Festiwalu Fotografii Przyrodniczej "Sztuka Natury". Przez godzinę nieco opowiem oraz pokażę magiczne chwile jakie mnie spotkały na Pogórzu Karpackim, Bieszczadach, Pieninach i Tatrach.

Zapraszam. 

Po fali turystów, która nawiedza Tatry w wakacyjne miesiące, wrzesień to już "luźniejszy" miesiąc, w sam raz na wypad w polską część gór. Początek był jak zwykle taki sam - co wybrać na pierwszy wschód słońca? Wybór padł na Wysoki Wierch w Pieninach - perspektywa jedynie 40-minutowego podejścia, po przejechaniu nocą około 220km z Rzeszowa, była naprawdę przyjemna. Do tego piękna panorama Tatr, Pienin i Spiskiej Magury.

Beskid Niski, często zapomniany, mylony z Bieszczadami daje zupełnie inną perspektywę dla fotografa, nie tylko z uwagi na niższe wysokości nad poziomem morza. Historyczna Łemkowszczyzna to przede wszystkim kraina cerkwii, chyży, przydrożnych krzyży i kapliczek, cmentarzy a także niestniejących już wsi, zagubionych między wzgórzami. Wszystko to w połączeniu z przyrodą decyduje o niesamowitym klimacie Beskidu Niskiego.

Letnie temperatury, ciepłe noce i upalne dni nie sprzyjają fotografii krajobrazowej. Słabsza przejrzystość powietrza, duże zapylenie, wyblakłe kolory sprawiają, że muszę zejść na ziemię.... z gór. I to właśnie u podnóży gór, na łąkach, mokradłach, w dolinach rzek szukam optymalnych warunków do fotografowania. 

Tatry

Wraz ze znikającym śniegiem w Tatrach zmuszona jestem do odstawienia ciepłych, puchowych rzeczy i podsumowania zimowego fotografowania. Bardzo mała ilość pogodnych i słonecznych dni sprawiła, że zima nie była aż tak krajobrazowo fotogeniczna. Nie był to jednak czas stracony mimo, że nie udało się trafić tak upragnionego morza chmur i mgieł pod stopami w górach. Być może właśnie takie warunki, które zaoferowała nam natura zmuszają do poszukiwań, większej kreatywności i myślenia nad każdym kadrem.