Cerkiew

Co wyróżnia Beskid Niski spośród innych gór i sprawia, że jest wyjątkowy? Nie jest to z pewnością wysokość nad poziom morza ani rozległe czy zapierające dech krajobrazy. To czym może pochwalić się ten niewielki region to kulturalna i duchowa spuścizna Łemków.

Jest takie miejsce w słowackim Szaryszu, które lubię. Pola uprawne po horyzont, w dolinach kilka miejscowości, przy drogach krzyże i kapliczki. Z uwagi na wielkie gospodarstwa rolne, krajobraz jest zupełnie inny niż po drugiej, polskiej stronie granicy.

Dynów

Nie raz mijany, zazwyczaj w drodze na lub po wschodzie słońca. Fotograficznie niezauważany przeze mnie - Dynów. Małe miasteczko nad Sanem, na Pogórzu Dynowskim. So? Why not Dynów? Przyszła chwila, żeby zatrzymać się na dłuższą chwilę i poszukać fotograficznej inspiracji w - na pierwszy rzut oka - nieciekawym miejscu. 

Strachy

Po niemal roku, postanawiam odwiedzić znajomą gromadkę, która dzielnie stoi na straży pewnego pola. W porannej mgle Pogórza Przemyskiego wygląda nieco strasznie ale strachy pozują do zdjęć wyjątkowo chętnie.

Liwocz562 m n.p.m to niewiele. Wystarcza jednak, by popatrzeć z góry na Dolinę Wisłoki i Pogórze Strzyżowskie. Jestem na najwyższym wzniesieniu Pogórza Ciężkowickiego, Liwoczu. Jest cicho i sennie. Tylko co 15 minut rozbrzmiewa głos dzwonów z głośników. Wieża widokowa, na której się znajduję jest częścią Sanktuarium Matki Bożej Królowej Pokoju. W dolinach majaczą poranne mgły, zasłaniając i odkrywając raz po raz elementy krajobrazu pasma pogórzy.

Zaczyna się tak jak zwykle - nocną pobudką. Tym razem już po dwóch godzinach snu. Godzina szokuje, pojawia się zmęczenie i wątpliwości czy aura dopisze. O tej porze każde 5 minut snu jest jak długa poobiednia drzemka. Niestety nic z tego - wschód słońca jest o 4.30 a na szczycie musimy się zameldować już o o 3.30. Ruszamy, bo słońce na nas nie poczeka. Jest ciepło, nawet za bardzo, ale za to umiarkowanie wilgotno co daje nadzieję na poranną mgłę. Po 1,5-godzinnym marszu stajemy na platformie widokowej Okrąglicy (jeden ze szczytów Trzech Koron w Pieninach). 

Jestem na Podtatrzu. Tatry zakryły "ciężkie" chmury. Pada deszcz - raz mocniej, raz słabiej. Mgły z parujących lasów i łąk skutecznie ograniczają widoczność, momentami do 5, 10 metrów. Powietrze się ochładza, jutro ma padać śnieg. Czas biegnie nieubłaganie ku zachodowi słońca, którego w takich warunkach atmosferycznych na pewno nie będzie. Mimo wszystko ruszam w poszukiwaniu krajobrazu melancholijnego i nostalgicznego. 

Życie w "cieniu" Zamku Spiskiego płynie jakby wolniej. Czas też nie rzadko jakby się zatrzymał. Może to kwestia sąsiedztwa tak znakomitego zabytku, a być może sedno leży zupełnie gdzie indziej. Mowa tutaj o słowackim Spiskim Podhradie /Spiskie Podgrodzie/. Wyruszyłam na krótki spacer po tym niewielkim mieście, z Zenitem i cyfrowem EOS-em z dopiętym obiektywem m42. Co z tego wyszło?

Rzeszów

Rzeszów nie należy do moich ulubionych tematów fotograficznych. Wbrew nierzadkim opiniom, z okna nie widać Bieszczadów ani leżącego około 60 kilometrów bliżej, Beskidu Niskiego. To ani ładne ani brzydkie miejsce nie działa inspirująco. Aura niesprzyjająca fotografowaniu krajobrazów to doskonały pretekst, by mimo wszystko poszukać tego "czegoś" w stolicy Podkarpacia.